BRUTUS SYNDROME CETI okładka M-ARTHeavy bez skazy – Ceti – „Brutus Syndrome” Opublikowano: 19 lis 2014 Ceti kontynuuje swoją heavy metalową krucjatę. Po surowym, gatunkowo wręcz podręcznikowym Ghost Of The Universe – Behind Black Curtain przyszedł czas na Brutus Syndrome. Grzegorz Kupczyk i spółka nie zwalniają tempa i nagrali płytę po prostu lepszą od poprzedniczki. Na pewno jest bardziej melodyjna, bo stylistycznie Brutus Syndrome to logiczne rozwinięcie Ghost Of The Universe…. To nie jest tak, że Ceti nagle odkryło unikalny sposób na granie heavy metalu – nic z tych rzeczy. Kupczyk niezmiennie prezentuje swoim fanom tradycyjne granie, osadzone w latach osiemdziesiątych, brzmiące momentami wręcz ascetycznie, bez większych produkcyjnych upiększeń. Jednak słuchając nagrania z nowej płyty Ceti, ma się nieodparte wrażenie, że jest to mimo wszystko nowoczesna produkcja – po prostu te nagrania tchną świeżością, pomimo zauważalnego ciężaru gatunkowego. Galopada perkusyjna i wejście całego zespołu w otwierającym płytę Fight To Kill potwierdza tylko to, co napisałem w powyższym akapicie. Riff, rytm perkusji, solówki gitarzystów zagrane unisono, basowe pochody, klawiszowe tło i silny, głęboki głos Kupczyka – to wszystko znajdziemy w tym kawałku. Singlowy Wizards Of The Modern World zwiększa doznania słuchacza. W tym utworze swoją klasę udowadnia Kupczyk, pokazując wachlarz nieprzeciętnych umiejętności wokalnych. Co więcej, utwór jest bezwstydnie przebojowy i na długo pozostaje w głowie. Kroczący, lekko gotycki ze względu na klawisze pobrzmiewające w tle – taki jest Devil Made Me Do It. Ceti więc miesza, kombinuje, urozmaica. Masters of Dull gna szybko, do przodu i znowu zespół zaskakuje chwytliwym refrenem, a solo gitary to już czysty majstersztyk. Nie chodzi o to, że jest one nowatorskie czy coś w tym stylu. Ale gitarzysta Ceti – Barti Sadura uznał za bezsensowne wrzucanie miliarda dźwięków w solówki, za to postawił na feeling i melodie niczym mistrzowie metalu z lat 80., i tego się trzymał na całym Brutus Syndrome, nie tyko w utworze Masters of Dull. Nic, tylko przyklasnąć umiejętnościom gitarzysty Ceti. W The Evil And The Troy wyczuwalna jest inspiracja Judas Priest. To prawie ta sama motoryka i sposób riffowania. W głosie Kupczyka też słychać jakby echa stylu Roba Halforda. Spokojnie, to nie zarzut. The Song Will Remain zwalnia tempo, kroczący riff i mocny rytm nakręcany przez sekcje robi swoje – dźwięki leją się z głośnika. Something More to jedyna ballada, klasyczna w formie, z odpowiednim doładowaniem, ale wcale nie trącąca myszką. W Second Sin i Sons of Brutus znowu pobrzmiewają echa Judas Priest. Szczególnie ten drugi kawałek może się podobać; jest moc, ciężar i iskrzące solo. Run To Nowhere kończy płytę, jest w nim sporo dodających mrocznego klimatu klawiszy, fajnych zwrotek pełnych szarpiącego basu i zadziornego głosu Kupczyka, który lubi tutaj wyjątkowo  wejść na wysokie tony. Mocne zakończenie. Niesamowicie równa to płyta. Ciężko znaleźć jakiś wypełniacz, ale i ciężko odszukać kompozycje silnie wybijającą się ponad pozostałe. Mamy zatem na Brutus Syndrome 45 minut klasycznego heavy metalu, nawiązującego do światowych gwiazd tego gatunku. Co więcej dobrego jakościowego, pełnego riffów, przebojowych partii wokalnych Grzegorza Kupczyka czy solowych popisów instrumentalistów. Ceti znowu sprezentowali fanom świetną płytę.
DO GÓRY