BRUTUS SYNDROME CETI okładka M-ARTCETI nie bawili się w szlifowanie dźwięków. W cztery dni nagrali album, który sprawi radość każdemu fanowi klasycznego hard rocka i heavy metalu. Już otwierający płytę „Fight To Kill” znakomicie definiuje styl grupy. Jak zwykle rewelacyjny głos Grzegorza Kupczyka niesie utwór będący kwintesencją najlepszych momentów Deep Purple i Iron Maiden. Do tego odrobina mrocznych klawiszy i jest metalowy przebój.  Metalowa galopada z gitarami brzmiącymi lekko hard, jak u Angusa Younga, to dynamiczny i oczywiście fantastycznie melodyjny „Wizards Of The Modern World”. Okraszony stadionowym refrenem i przepiękną harmonią nałożonych gitar Bartka Sadury daje potężnego kopa do życia. 
W „Devil Made Me Do It” słychać nisko brzmiącą gitarę, a z głośników wylewa się moc współczesnego metalu mocno osadzonego w tradycji sięgającej czterech dekad. O tym, że CETI nie zapominają o chwytliwym refrenie, nie warto nawet wspominać – to oczywistość.  Klasyczny hard rockowy motyw i takież solo wyróżniają “Masters Of Dull”. Warto też docenić sprawną pracę i brzmienie bębnów wraz z gitarą basową. Niemal punkowo zaczyna się utwór “The Evil And The Troy”, dalej mamy już melodię poprowadzoną przez Kupczyka w stylu bliskim Iron Maiden. Jego głos jest pełen mocy, a zdwojony w studiu smakuje jeszcze lepiej. Do tego genialne solo stawia przysłowiowa kropkę nad i. Po takiej gonitwie, CETI lekko zwalnia tempo i znów daje o sobie znać niskie brzmienie gitary. Więcej w tym utworze przestrzeni, a i sam Kupczyk śpiewa nieco niżej. Melodyjny refren I wirtuozerskie solo Sadury dopełniają hard rockowej potęgi lekko kojarzącej się z Rainbow. Akustyczna gitara na początku “Somethin' More”, solo na basie – to musi zwiastować nieco bardziej epicką formę. Jednak tradycyjna formuła metalowej ballady tym razem sprawia wrażenie nieco wymuszonej. Znacznie lepiej CETI czują sie w formule solidnego hard rocka rocka. W utworze “Second Sin” jest miejsce na nowoczesne riffy, wypuszczoną wyłącznie z bębnami gitarę basową i ciekawe, metalowe solo gitary. A jakaż moc jest w głosie Kupczyka. W podobnym nastroju utrzymany jest “Sons of Brutus”. Nisko brzmiąca gitara, grzmiący bas i bębny – wszystko, by wzmocnić mocarne frazy wokalisty. Wręcz można poczuć adrenalinę, jaka towarzyszyła muzykom przy nagrywaniu tych nut. Melodyjne zakończenie solówki świetnie utrwala powalajace wrażenie z całości. “Run To Nowhere” kończy spotkanie z ekipą CETI. Mocno, mrocznie i obiecująco. Mimo 25-lecia zespołu można mieć pewność, że to nie ostatnie słowo, a początek nowej księgi hard'n'heavy na światowym poziomie. Autor: 
DO GÓRY